sobota, 15 grudnia 2012

Szósty


            Niall już niemal zasypiał przed telewizorem, kiedy usłyszał kroki zmierzające w dół schodów. Poderwał się z kanapy i ujrzał schodzącą Phee.
            - Co z nim?
            - Nie jestem lekarzem – powiedziała dziewczyna z rozbawieniem w głosie – ale lepiej niż wcześniej. Mogę też przyjść jutro po pracy? Nie będę przeszkadzać.
            - Jasne. Skoro Lou czuje się lepiej…
            - Dzięki. – Phee uśmiechnęła się w odpowiedzi. Założyła buty i kurtkę, po czym skierowała się do drzwi. – To do jutra?
            - Do jutra – odparł Niall i patrzył na jej oddalającą się sylwetkę.
            Kiedy chłopak zamknął drzwi, popędził do góry by sprawdzić, co z przyjacielem. Uderzył go absurd tej sytuacji: wszyscy zachowują się, jakby Louis miał co najmniej grypę, jak nie jakąś śmiertelną chorobę. A  on po prostu rozstał się z dziewczyną…
            Drzwi do pokoju gościnnego były uchylone. Niall zajrzał za nie: przez okno zaglądał sierp księżyca, delikatnie oświetlający sylwetkę śpiącego chłopaka. Wyraz jego twarzy był spokojny, pozbawiony trosk, jakichkolwiek problemów – Irlandczyk bardzo mu tego pozazdrościł.
***
            Chłopaka obudził jakiś hałas z dołu. Dopiero po dłuższej chwili udało mu się otworzyć o czy na dłużej niż pół sekundy. Całą prawą połowę ciała miał obolałą, włosy były w zupełnym nieładzie a na ręce miał odbite zagniecenia poduszki. Czuł się bardzo paskudnie – przede wszystkim fizycznie. Psychiczny ból osłabł na tyle, by chłopak mógł funkcjonować normalnie.
            Kiedy nagle zaburczało mu w brzuchu, aż się zgiął wpół. Cały poprzedni dzień nie jadł zupełnie nic, a teraz odgrywało się to na nim. Walcząc ze swoim ciałem wstał i powoli powlókł się na dół. W drzwiach kuchni przystanął zdziwiony.
            - Cześć – powiedział po chwili; widok Grega Horana mieszającego coś w garnku był zaskakujący. Jego mózg dopiero po czasie zrozumiał, że przecież jest już poniedziałek i rodzice przyjaciela wrócili z wyjazdu.
            - O, Louis – powiedział chłopak. – Głodny?
            W odpowiedzi z jego brzucha dobył się odgłos podobny do warczenia jakiegoś dzikiego zwierzęcia. Pokiwał głową.
            - Musisz jeszcze chwilę poczekać… Robię zupę, wiesz.
            Lou pokiwał głową. – Gdzie jest Niall?
            Horan wzruszył ramionami. – Poszedł gdzieś i powiedział, że jak się obudzisz, to mam ci powiedzieć, że wyszedł.
            - To wiele wyjaśnia. – Lou zerknął na zegar wiszący nad drzwiami. – Już druga?! – zdziwił się.
            - Taa, spałeś trochę długo.
            - W takim razie umyję się… Albo coś.

***

            Louis wreszcie poczuł się dobrze. Wziął prysznic, ubrał czyste ciuchy i starał się nie myśleć o Eleanor. Słońce świeciło, wpadając do domu przez okna i rozświetlając wszystkie pomieszczenia, co dodawało ludziom pozytywnej energii.
            Chłopak podwinął nogawki spodni i wyszedł z pokoju gościnnego. W salonie usiadł przed telewizorem, ale go nie włączył. Wpatrywał się w czarny ekran, jakby się zawiesił – rozmyślał o wszystkich poprzednich wydarzeniach, choć wcale tego nie chciał.
            Z tego letargu zbudził go odgłos otwieranych drzwi frontowych. Odwrócił głowę ku drzwiom do salonu w tym momencie, w którym weszli tam Niall oraz Phee.
            - Lou! – krzyknął chłopak upuszczając dwie torby z zakupami na ziemię. Ten wstał z kanapy i padli sobie w objęcia, jakby nie widzieli się całe wieki. Irlandczyk złapał go mocno i nie chciał puścić.
            - Wróciłeś do świata żywych.
            - Chyba tak – odparł ze śmiechem Lou. – Głupio się zachowałem. Przeze mnie musiałeś się martwić.
            - Czasem tak trzeba.
            - To co, utrzymamy ten dobry nastrój i upieczemy ciasto? – wtrąciła się Phee. Louis odsunął się od przyjaciela.
            - Jakie ciasto?
            - Czekoladowe z marchewką. Chcieliśmy ci je zrobić na poprawę nastroju, ale widzę, że to już niepotrzebne – dziewczyna wzruszyła ramionami.
            - To jej pomysł – mruknął Niall do ucha przyjaciela.
            - Jakby co, to w kuchni jest Greg – zapowiedział Lou, udając, że tego nie słyszał. – Próbuje ugotować zupę.
            Blondyn uniósł brwi, po czym biorąc zakupy skierował się do kuchni, a za nim Louis i zaciekawiona Phee.
            - Auć – powiedział młodszy Horan, widząc „dzieło” swojego brata.
            - Nie moja wina – powiedział obruszony Greg, czyszcząc kuchenkę z resztek zupy. – To się samo wykipiało.
            - Bo tego nie przypilnowałeś – zauważył Niall.
            - Czepiasz się. Ważne, że sprzątam.
            - Czyli dalej będę głodować? – jęknął Lou, a jego żołądek to potwierdził głosnym burczeniem.
            - Szczęście, że wymyśliłam to ciasto. Będziesz mógł zjeść trzy czwarte blachy – uspokoiła go Phee. W tym momencie Greg uniósł gwałtownie głowę.
            - Dziewczyna?
            - Ee… Z tego co wiem, to tak – powiedziała. – Coś nie tak?
            - Nie, nic – odparł szybko, powracając do sprzątania. Murphey nic nie powiedziała. Czyżby myślał, że jest fanką, albo coś? Albo dziewczyną Nialla? Chociaż nie chciało jej się wierzyć, że nie spotykał się on wcześniej z nikim. Tego dnia spędziła z nim kilka godzin, rozmawiając o Louisie i innych rzeczach – musiała przyznać, że dogadywali się zaskakująco dobrze. Musiała przyznać, że jest bardzo sympatyczny… Poza tym był przystojny. Chociaż może młodszy Horan nie mógł mieć dziewczyny nigdy przez swoją sławę? Już prawie zapomniała o tym, że był pożądany przez miliony nastolatek na całym świecie. Tutaj, w tym niemal odciętym od reszty kraju skrawku miasta Mullingar w ogóle tego nie odczuwała. Louis był śmiesznym, marchewkowym Brytyjczykiem, a Niall chłopakiem mieszkającym ulicę dalej. I tyle. Nie byli gwiazdami światowego formatu, których kiedyś tak nienawidziła – za co teraz nienawidziła siebie. Bo nie dostrzegła, że to są zwykli chłopcy.
            - Wstawaj, śpiąca królewno – powiedział Louis, pstrykając palcami przed jej twarzą. – Gdzie byłaś, że tak odleciałaś?
            - Nigdzie – pokręciła głową. Greg spojrzał na nią zagadkowo, po czym odłożył gąbkę do zlewu i wytarł ręce o spodnie.
            - Obiadu nie będzie, możecie sobie robić ciasto – powiedział, po czym wyszedł. Cała trójka powiodła za nim wzrokiem. Chwilę nikt się nie odzywał, a Niall przerwał ciszę klaśnięciem w dłonie.
            - No! To robimy ciasto, tak? Znaczy się, wy robicie… Na mnie możecie liczyć tylko jeśli chodzi o wsparcie mentalne, bo do gotowania mam taki sam talent jak mój brat.
            - Który jest tak wspaniale wychowany, że mi się nawet nie przedstawił.
            Niall wzruszył ramionami. – Nie wiem, co mu odbiło.
            - Dobra, nieważne. – Phee machnęła ręką. – Ale nie wywiniesz się tak łatwo, Horan. Masz nam pomóc.
            - Ee.. – zająknął się.
            - Wypakuj zakupy chociaż, dobrze?
            Niall potaknął i zaczął wyciągać rzeczy, które kupili. Phee w tym czasie wyjęła ze swojej torebki przepis i zaczęła dyktować Louisowi składniki, a ten posłusznie odmierzał odpowiednią ilość. Potem musiała przyprowadzić blondyna z powrotem do kuchni, z której uciekł, i wróciła do czytania sposobu przygotowania.
            - Wsyp mąkę do miski – przeczytała, po czym cała jedna szklanka została wysypana na nią.
            Prychając, spróbowała otworzyć oczy tak, żeby biały proszek się do nich nie dostał.
            - Co tu się stało?! – spytała, rozeźlona. Dwóch chłopaków stało obok siebie, trzymając ręce za plecami i gwiżdżąc zupełnie inne melodie. – Który z was…
            - Orientuj się! – krzyknął Lou, a w jej stronę poleciał biały obłok. Tym razem zdążyła się odsunąć.
            - Tak sobie pogrywacie? W takim razie… - Nie dokańczając zdania sięgnęła do szklanki z kakao i rzuciła w chłopaków. Kiedy brązowy proszek opadł, ujrzała zmrużone oczy Horana wpatrujące się w nią.
            - To chyba oznacza wojnę – powiedział Louis niskim głosem.
            A potem wojna się zaczęła.
            W powietrzu latała mąka, kakao, cukier i inne rzeczy. Cała trójka goniła się po kuchni, chłopcy na dziewczynę. Rzucali w siebie wszystkimi możliwymi składnikami, nie patrząc na to, że brudzą pomieszczenie jeszcze bardziej niż Greg wcześniej.
            - Mam ją! – wykrzyknął tryumfalnie Niall, łapiąc ją od tyłu. – Teraz Lou!
            Brytyjczyk uśmiechnął się przebiegle i wziął do ręki karton mleka.
            - Nie! – krzyknęła próbując się wyrwać, ale chłopak tylko wzmocnił uścisk swoich rąk wokół jej ciała. Twarz Louisa rozświetlił radosny uśmiech, a potem dziewczyna poczuła zimny płyn wylewający się na jej głowę i spływający za koszulkę.
            Zaalarmowany krzykami Greg zajrzał do kuchni. Widząc ten cały bałagan, pokręcił tylko głową.
            - Sami sobie to posprzątacie – powiedział jedynie i wrócił do swojego pokoju. To otrzeźwiło całą trójkę; Niall puścił Phee i rozejrzał się po pomieszczeniu.
            - No cóż…
            - Taa, wiem – odparła dziewczyna.
            - Chcesz może jakąś koszulkę do przebrania? – zapytał blondyn. W odpowiedzi dziewczyna tylko pokiwała głową.
            - Jeśli można, to umyłabym sobie też włosy – powiedziała, wskazując na potargane pomarańczowe kosmyki w których oprócz mleka było dużo sypkich rzeczy.
            - Nie ma sprawy – odparł chłopak. Zaprowadził ją do łazienki, a potem szybko poszedł do swojego pokoju, żeby wziąć jakąś koszulkę. Okazało się, że nie jest to aż takie proste; chłopak stał przed półkami zapełnionymi różnymi ubraniami i zastanawiał się, co by jej mógł dać. W końcu zrezygnowany wyciągnął białą koszulkę z nadrukiem kapelusza, wąsów i muszki. Zaniósł jej, a potem zszedł na dół, gdzie zobaczył Louisa zajadającego się marchewkami.
            - Wybacz, musiałem.
            - Z ciasta chyba dziś nici – powiedział, wyciągając miotłę i szmatę, którą rzucił przyjacielowi. – Ty blaty, ja podłoga.
            Lou skinął głową i zabrali się do sprzątania.
            - Więc… Phee ci się podoba? – spytał dość bezpośrednio.
            - Co? – Horan niemal potknął się o swoje stopy. – Czemu tak sądzisz?
            Szatyn tylko wzruszył ramionami, uśmiechając się tajemniczo.
            - Zapomnij, że cokolwiek mówiłem.
            Ale Niall nie umiał zapomnieć. Bo uświadomił sobie, że Phee chyba mu się faktycznie podoba. A utwierdził go w tym widok jej wchodzącej do kuchni w jego koszulce, za dużej na nią, i mokrych włosach.
            Cholera. 

16 komentarzy:

  1. Nareszcie pojawił się jakiś rozdział! I jest naprawdę świetny :) Bitwa na jedzenie - zazdroszczę im ^^ No i nareszcie coś z Phee i Niallerem. Nie mogę się doczekać następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  2. super końcówka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. .KamCiaaa ! ;***15 grudnia 2012 06:55

    Extra!! :D
    Uuu ! :D Nialler z Phee :D Coś ten teges widzę ;D
    Czekam na NN ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. Boooskie!!!!!
    fajnie, że z Louisem jest dobrze.
    Można wiedzieć, kiedy bd następny rozdział, bo nie mogę się doczekać następnego!

    zapraszam do siebie:
    london-is-my-city.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaaaaaaaaaaaach <3
    Lou, nareszcie ten dziecinny, radosny Lou, jakiego uwielbiam! No i Niall... Skapnął się, że Phee to dziewczyna dla niego awwwwwwww. Jestem pod wrażeniem tak szybkiego męskiego kojarzenia faktów xD
    A czytając opis bitwy na jedzenie, pomyślałam, że całe to hipotetyczne ciasto Phee ma we włosach :D pomijam fakt, że przez ciebie zrobiłam się głodna xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział .! :>
    Mam małą prośbę . Wydaje mi się ,że na twoim blogu nie ma dat przy nowych postach . Trochę mnie to denerwuje . Reszta cudowna . :)

    OdpowiedzUsuń
  7. GENIALNY !Mój ulubiony fragment :
    W tym momencie Greg uniósł gwałtownie głowę.
    - Dziewczyna?
    - Ee… Z tego co wiem, to tak – powiedziała. – Coś nie tak?
    A bitwa na jedzenie boska !!!!! Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału;) Kiedy mniej więcej będzie ? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej-więcej chyba po świętach, chociaż głowy nie dam. Mam jeszcze jeden blog którego nie mogę zaniedbywać ;)

      Usuń
  8. Nie byłam zachwycona ich połączeniem. W sensie, że Nialla i Phee...
    W poprzednim rozdziale miałam wręcz wrażenie, że ona go nie lubi, ale teraz już trochę przywykłam. Rozdział mi się podobał i chyba zaczynam ją lubić. ^^
    Jeśli Lou i El wrócą do siebie to wtedy wszystko mi już odpowiada!
    (Po za ponownym zerwaniem i problemami w związkach innych chłopców :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. REWELACYJNY szablon i mam ten sam śnieg na moim blogu ;D Tylko mój topnieje,a twój albo nie albo u mnie coś nie działa. o_0

      Usuń
  9. Wspaniały rozdział, uwielbiam twój styl pisania. Poza tym robi się coraz ciekawiej. Czekam na następny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju, zakochałam się w twoim blogu *-* Masz cudowny szablon, świetnie piszesz. Po prostu się rozpływam *-*
    Stąd też moja propozycja - właśnie ruszyłam z nową oceniarnią, gdzie pomagać będę blogowiczom, którzy piszą ff na temat 1D/JB (i nie tylko :)). Zapraszam Cię więc gorąco na nie-kulturalnie.blogspot.com i zachęcam do zgłoszenia się :)
    Pozdrawiam i życzę weny, oraz wesołego nowego roku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej :D Chciałam cię poinformować że nominowałam cię do Liebster Award więcej dowiesz się na ---> http://kicking-and-screaming-1d-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Jack - przystojny, bystry, seksowny, budzący szereg sprzecznych emocji i przy tym niesamowicie pociągający. Catherine - przeciętna dziewczyna, która postanowiła zrealizować swoje marzenia, jednak, by to zrobić musiała uciec od przeszłości.
    Historia o pożądaniu, przyjaźni i miłości. Miłości niepowtarzalnej, przepełnionej pasją, ale również cierpieniem, bo przecież “miłość to partia kart, w której wszyscy oszukują, mężczyźni - by wygrać, a kobiety - by nie przegrać".

    Serdecznie zapraszam, www.drumming-songs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział, świetny bloga. tak trzymaj. : )

    Zapraszam do mnie. Komentarze mile widziane. : 3
    http://tajemniczy-dzwiek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń