środa, 23 stycznia 2013

Ósmy


            Dzwonek u drzwi zabrzęczał, gdy te się otworzyły, a wraz z porannym chłodem do sklepu wpadli dwaj chłopcy. Phee spojrzała na zegarek – kwadrans po szóstej.
            - Cześć, Marchewkowa Dziewczyno – przywitał się Louis. – To co zwykle, poproszę.
            Dziewczyna pokiwała głową i zapakowała trzy marchewki do siatki. Z szelestem położyła ją na wadze i zakładając za ucho rudy kosmyk podała cenę.
            - To będzie jedno euro.
            - Tak drogo? – zdziwił się Niall, który opierał się łokciami o ladę, jakby miał zamiar tam dłużej zostać. Phee wzruszyła ramionami.
            - To nie ja ustalam tu ceny.
            - Dawno chyba nie kupowałeś w warzywniaku, kolego – zwrócił się do niego Lou.
            - Może… - Chłopak zakrył dłonią usta, gdy wymknęło się z nich przeciągłe ziewnięcie. – Na pewno nie o szóstej rano.
            Phee spojrzała na niego ze zrozumieniem.
            - Do tak wczesnego wstawania trzeba się przyzwyczaić.
            Niall pokiwał głową, tłumiąc kolejne ziewnięcie. – Szczególnie jeśli nie sypia się zbyt dobrze.
            Louis zmarszczył brwi, opierając się biodrem o ladę i zakładając ręce na piersi.
            - Nie mówiłeś mi, że masz problemy ze snem.
            Blondyn wzruszył ramionami, ale widać było, że jest to niewygodny dla niego temat.
            - Nie widziałem potrzeby.
            Phee przypatrywała się im, wyczuwając pewne drobne spięcie. Coś tu musiało być trochę nie tak… Jeśli on nie powiedział swojemu przyjacielowi o takich problemach, to znaczy, że ich źródło może być podobne do tego jej – jakieś wydarzenie, które bardzo wpłynęło na psychikę… Albo po prostu za bardzo się przemęczał w dzień. Nie rób sobie nadziei, Murphey – powiedziała do siebie. Nie wszyscy są tacy jak ty, nie wszyscy mają traumatyczne przeżycia za sobą nie przekroczywszy jeszcze dwudziestki.
            - Zgadnij, gdzie jadę! – zwrócił się do niej Louis, zmieniając temat, ku uldze Nialla.
            - E... – zająknęła się dziewczyna. – Do domu?
            Chłopak pokiwał głową na boki, patrząc w górę. – Można tak powiedzieć. Ale potem?
            - No to nie zgadnę – powiedziała, znów zakładając za ucho kosmyk, który uparcie się zza niego wymykał. Wiedziała, że nie powinna mieć rozpuszczonych włosów w pracy, ale nigdy nie lubiła siebie w spiętych – szczególnie teraz, kiedy tak bardzo zeszczuplała. Kucyk czy warkocz jeszcze bardziej podkreślały chudość twarzy.
            - Do Hiszpanii! – powiedział chłopak, radośnie wyrzucając ręce w górę. Niall tylko zrezygnowany pokręcił głową. – Wezmę ze sobą Harry’ego – dodał Lou, po czym spojrzał niepewnie na blondyna. – Mogę, prawda?
            Ten tylko ponownie wzruszył ramionami. – Rób co chcesz. Bilety masz dwa, weź kogo dusza zapragnie.
            - A moja pragnie Hazzy – powiedział powoli kiwając głową szatyn, po czym nagle  przestał, a jego oczy otwarły się szeroko. – To znaczy… W sensie… Nie to miałem na myśli! – spojrzał przerażony na spokojną Phee i duszącego się ze śmiechu Nialla. Uderzył przyjaciela w ramię. – Nie śmiej się ze mnie! To tylko zły dobór słów!
            - Jasne – parsknął chłopak, rozcierając obolałe miejsce. Tommo przyłożył mu naprawdę mocno. – Ty wiesz, że jestem shipperem Larry’ego numer jeden.
            Louis uderzył go jeszcze raz, a ten jęknął, mimo to nie przestał się głupio śmiać. Brytyjczyk odwrócił się od niego w stronę zdziwionej dziewczyny.
            - Mam nadzieję że ty przynajmniej mnie rozumiesz – powiedział z błagalną miną, kładąc ręce na blacie.
            - Oczywiście – przyznała, ale starała się nie wybuchnąć śmiechem, patrząc na rozbawionego Horana. – Kiedy wyjeżdżasz?
            - Dziś wieczorem do Doncaster, a jutro rano prosto stamtąd do Hiszpanii.
            - Dlatego Tommo stwierdził… - powiedział Niall uspokoiwszy się trochę.
            - Stwierdziliśmy – poprawił go przyjaciel, patrząc na niego znacząco. Chłopak wywrócił oczami.
            - Stwierdziliśmy, że możemy spędzić z tobą ten ostatni dzień. Co ty na to?
            - Jasne – odparła lekko z uśmiechem, który po chwili zniknął. – Och – dodała cicho, a kąciki ust opadły.
            - Coś się stało? – zaniepokoił się Nialler. Phee pokręciła głową, jednak po chwili odpowiedziała.
            - Po prostu… - Westchnęła i spuściła wzrok. – Wczoraj przyjaciółka zobaczyła zdjęcia zrobione nam przez paparazzi, więc zadzwoniła do mnie, nawrzeszczała i rozłączyła się.
            - To ta, co ją poznałem? – zapytał Lou. Dziewczyna przytaknęła.
            - Przecież nie musimy nigdzie wychodzić – zauważył Niall. – Można zostać w domu. Greg i tata pracują, więc nikt nie będzie nam rzucał krzywych spojrzeń.
            Louis poruszył zabawnie brwiami, robiąc „groźną minę”.
            - To co, mała – powiedział niskim głosem – podejmiesz to ryzyko?
            Phee zakaszlała, starając się zamaskować uśmiech. – Chyba tak. Ale to wy musicie najpierw podjąć to ryzyko i zostać ze mną do trzeciej w pracy.
            Chłopcy spojrzeli na siebie i kiwnęli głowami.
            - Umowa stoi.

***

            Zayn jęknął, gdy ostry dzwonek telefonu przerwał jego sen. Postanowił go jednak zignorować i po prostu przewrócił się na brzuch, po czym zakrył kołdrą po sam czubek głowy. Przez kilka sekund to działało, ale potem ciepłe okrycie zostało z niego brutalnie ściągnięte, a telefon wylądował na materacu obok niego.
            - Odbieraj to, mam już po uszy tego dzwonka – usłyszał głos Perrie nad sobą. Z westchnieniem sięgnął po urządzenie i nie odrywając policzka od poduszki nacisnął zieloną słuchawkę.
            - Taaa? – spytał sennie, próbując otworzyć do końca oczy, co nie było takie łatwe.
            - Zayn, nie zgadniesz, kto i gdzie mnie zaprosił – powiedział ktoś rozentuzjazmowanym głosem i dopiero po chwili chłopak zorientował się, kto to.
            - Harry? – zapytał.
            - Nie, sam się nigdzie nie zapraszałem – odparł z przekąsem. – Czyżbym cię obudził, Malik? W południe?
            Zayn pokiwał głową ale po chwili zorientował się, że przyjaciel tego nie widzi, więc dodał: - Mhm.
            - Boże. No, nieważne. Ale lecę z Louisem na tydzień do Hiszpanii!
            - O – powiedział, przecierając oczy i starając się jakoś usiąść na łóżku. – Z jakiej to okazji?
            - Lou obiecał że wytłumaczy mi potem, bo to głębsza sprawa, ale Niall mu po prostu oddał wycieczkę. Pokój w hotelu, atrakcje, wszystko oprócz samolotu, ale z tym nie ma problemu. Ale Zayn, rozumiesz, będziemy tam sami. No, nie licząc paparazzi. I masy innych ludzi w hotelu.
            - Mam ci przypomnieć, że w waszym wspólnym mieszkaniu też byliście sami?
            Harry westchnął, a w słuchawce telefonu zaszumiało. Zayn skrzywił się, kiedy jego gołe stopy dotknęły zimnej podłogi.
            - Nie rozumiesz, Malik.
            - Nie rozumiem, Styles.
            - Dobra, nieważne. Zadzwonię jak oprzytomniejesz. Bo tak właściwie dowiedziałem się o tym wczoraj wieczorem, ale stwierdziłem, że nie będę wam przeszkadzał… No wiesz, dawno się z Perrie nie widzieliście i takie tam. To do usłyszenia – powiedział, po czym się rozłączył. Zayn z westchnieniem ulgi odłożył telefon na szafkę nocną – faktycznie, lepiej żeby Hazza zadzwonił później.
            Wreszcie wstał z łóżka i skierował się do kuchni, gdzie słyszał podśpiewującą sobie pod nosem Perrie. Dziewczyna śpiewała razem z radiem i nie usłyszała idącego na palcach Zayna, więc pisnęła głośno kiedy ten objął ją od tyłu.
            - Nigdy więcej mnie tak nie strasz! – krzyknęła, odwracając się. – Właśnie kroiłam warzywa do sałatki na lunch. Mogłam sobie palec obciąć!
            - Ale nie obcięłaś – zauważył, biorąc jej dłonie w swoje i przyglądając się im, po czym podniósł wzrok na jej twarz. Jako że był to jeden z niewielu wolnych dni w napiętym grafiku Little Mix, dziewczyna mogła zostać w domu – a zostając w domu nie czuła potrzeby malowania się. Zayn właśnie taką ją wolał: bez czarnych rzęs, bez mocno czerwonych ust, z włosami spiętymi w niechlujny kok zamiast ułożonymi precyzyjnie przez stylistkę. – Wracaj do pracy, ja sobie popatrzę – powiedział. Perrie odwróciła się, ale chłopak objął ją ramionami, a policzek oparł o jej głowę. Po chwili pocałował jej policzek, a potem zaczął schodzić niżej – po szczęce, szyi…
            - Zayn, dekoncentrujesz mnie – powiedziała wcale nie tak oburzonym tonem, jak chciała.
            - I dobrze.
            Chłopak zaczął ją odciągać od kuchennego blatu i iść tyłem w stronę sypialni.
            - Zayn…
            - Mhm? – chłopak nie przerywał czynności, więc Perrie musiała wyrwać się od niego siłą. – Ej! – zawołał. – Co się stało?
            - To się stało. – Blondynka dotknęła palcem wskazującym jego policzka. – Wiem że chcesz być bardzo seksowny, ale idź się ogolić. Drapiesz mnie tym zarostem.
            Chłopak uniósł brwi w rozbawieniu i przejechał dłonią po linii szczęki. – Serio, aż tak ci to przeszkadza?
            - Tak! Jeśli teraz nie pójdziesz się ogolić, ja nie pójdę z tobą do łóżka.
            - Och nie! – Zayn zaczął udawać śmiertelnie przerażonego. – I co ja teraz zrobię? – zakrył usta dłonią.
            - IDŹ! – Dziewczyna popchnęła go w stronę łazienki. – I NIE ŚMIEJ WYCHODZIĆ BĘDĄC JESZCZE TAK ZAROŚNIĘTY!
            - Tak jest, jaśnie pani – rzucił w rozbawieniu przez ramię, na co Perrie kopnęła go w tyłek. Chłopak tylko parsknął śmiechem i wszedł do łazienki.
            Przez tą całą pracę prawie zapomniał, jak bardzo mu brakowało jego dziewczyny.

***

            Phee musiała przyznać, że to był jeden z lepszych dni w jej pracy. Chłopcy umilali jej ten dzień, jak tylko mogli. A kiedy zaczęli się nudzić, robili różne dziwne rzeczy, jak używanie porów do walki na miecze czy udawanie przed osobami, które ich rozpoznały, że nie są Niallem Horanem i Louisem Tomlinsonem i nigdy nie słyszeli o One Direction. Potem zaczęli spamować Phee na wiadomościach prywatnych na Twitterze, a ona odgrażała się, że zablokuje ich jak tylko przypomni sobie swoje hasło.
            Tego dnia pani Cross była już trochę mniej zdziwiona, kiedy zobaczyła dziewczynę w swoim sklepie ze znajomymi.
            Punkt trzecia cała trójka wyszła do domu Nialla. Z burczącymi brzuchami chłopcy rzucili się do kuchni, by odgrzać w piekarniku dwie mrożone pizze, które wczorajszego wieczora kupili w supermarkecie.
            Przez resztę dnia grali w gry na Xboksie, a potem pomagali się spakować Louisowi, co było nie lada wyzwaniem, bo wziął ze sobą na ten wcześniej planowany tydzień tyle ubrań, ile Phee na miesiąc wakacji. Potem zamówili taksówkę i pojechali odwieźć Lou na dworzec kolejowy.
            Kiedy stali już na odpowiednim peronie, a z daleka widzieli że pociąg nadjeżdża, Lou odwrócił się i mocno przytulił na raz Nialla i Phee.
            - Będzie mi cię brakować, Marchewkowa Dziewczyno – powiedział, odsuwając się od dwójki przyjaciół. – A ty, Nialler – wskazał na niego palcem – masz się nią zaopiekować.
            Chłopak się zarumienił i już chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Pociąg wtoczył się na stację, a Louis wskoczył do niego i pomachał im na pożegnanie z szerokim uśmiechem – tyle go widzieli.

***

            Phee i Niall wrócili z dworca kolejowego po pożegnaniu Tommo. Za namową chłopaka dziewczyna postanowiła zostać z nim jeszcze chwilę, jako że wieczór był bardzo ciepły, co nie zdarzało się często w Irlandii, nawet w lipcu. Siedzieli więc w ogrodzie, popijając lemoniadę (w wersji Nialla – piwo z lemoniadą) i rozmawiając na różne tematy. Phee dowiedziała się rozmaitych, ciekawych rzeczy z życia (do niedawna znienawidzonego) boysbandu oraz Horana. Sama również się przed nim otworzyła, w co nie umiała uwierzyć. Przez ostatnie 3 miesiące ledwo co mogła porozmawiać z kimś innym niż mama i babcia, a teraz opowiadała o swoim życiu nowo poznanemu chłopakowi. I co z tego.
            - A kim są twoi rodzice? – spytał w pewnym momencie konwersacji blondyn.
            - Taty nie znam – powiedziała zgodnie z prawdą – a mama była…
            Nagle dziewczyna zbladła i szybko wyjęła telefon z kieszeni, by sprawdzić godzinę. Kiedy to zrobiła, jej mina zrzedła jeszcze bardziej.
            07:37 pm.
            - O mój Boże.
            Phee zerwała się z krzesła, potrącając przy tym nogę od drewnianego stołu – zatrząsnął się, a stojąca na nim szklanka (na szczęście już pusta) spadła na ziemię i się rozbiła.
            - Przepraszam! – powiedziała roztrzęsiona.
            - Hej, co się stało? – zaniepokojony Niall również wstał i dotknął delikatnie jej ramienia. – Powiedziałem coś nie tak czy coś?
            Rudowłosa pokręciła głową i drżącymi palcami wybrała tak dobrze sobie znany numer. Ani razu się przy tym nie pomyliła. Przygryzła wargę, przykładając telefon do ucha. Serce waliło jej dwa razy mocniej za każdym razem kiedy słyszała sygnał.
            - Szpital świętego Patryka w Dublinie, oddział psychiatryczny – powiedział kobiecy głos po drugiej stronie słuchawki.
            - Dobry wieczór, z tej strony Murphey St. James. Chciałam się dowiedzieć o stan mojej mamy, Clodagh St. James.
            - Proszę chwilę poczekać. – W słuchawce  dziewczyna usłyszała szelest kartek. Zdenerwowana zaczęła obgryzać paznokcie, patrząc niepewnie na zdezorientowanego Nialla. Wyglądał na takiego zagubionego, chcąc jej pomóc, ale nie wiedząc, o co chodzi. – Przełączę panią do doktora McKinleya.
            - Mhm – odparła Phee, przygryzając wargę. Znała McKinleya, miał dyżur zawsze wtedy, kiedy odwiedzała mamę.
            - Lucas McKinley, słucham – odezwał się głęboki, męski głos.
            - Witam, z tej strony Murphey St. James, chciałam się dowiedzieć o stan mojej mamy– powiedziała dziewczyna. – Codziennie dzwoniła o siódmej, a jest już sporo później i martwię się o nią.
            Doktor McKinley westchnął. – Pani St. James już od ponad tygodnia przestała brać leki oraz prawie nic nie jadła. Obecnie przebywa w izolatce, pod kroplówką, jej stan jest stabilny. Na razie nie może wychodzić z sali, a więc korzystać z telefonu.
            - Ale… W takim razie czemu nie powiadomiono mnie wcześniej? Jestem najbliższą krewną, mój numer jest wypisany w dokumentach! Zna mnie pan! – zdenerwowała się Phee.
            - Najwyraźniej recepcjonistka zapomniała tego zrobić, za co z góry przepraszam – powiedział mężczyzna. Niall nadal wpatrywał się w nią próbując zrozumieć, o co właściwie chodzi. Nagle coś sobie uświadomiła.
            - To moja wina – powiedziała cicho. – Póki nie wyjechałam, wszystko było dobrze…
            - Proszę się nie martwić. – Głos stał się mniej profesjonalny, bardziej ciepły i miękki. – W tym przypadku to zrozumiałe. Pani matka straciła bliską osobę, boi się że straci kolejne.
            - Czy to znaczy że mam wrócić do Dublina?
            - Nie musi pani. Postaramy się odpowiednio nakierować terapię.
            Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Bała się, że będzie musiała opuścić pracę. I Nialla, dodał cichy głosik w jej głowie.
            - Może pani również dzwonić codziennie, udzielimy pani informacje na temat pani matki – dodał.
            - Dziękuję bardzo. Do widzenia – pożegnała się i rozłączyła.
            - Mogę wiedzieć o co chodzi? – spytał delikatnie Niall, gdy dziewczyna podniosła na niego wzrok. Uniosła do oczu dłoń, która drżała, po czym spojrzała na niego ponownie.
            - Czy mógłbyś mi zrobić herbatę? Proszę.
            Jako że tata i brat chłopaka już wrócili, zaprowadził Phee do swojego pokoju i poprosił, by chwilę poczekała. W tym czasie, zamiast oglądać pomieszczenie jak zrobiłby każdy inny człowiek, usiadła na łóżku ze skrzyżowanymi nogami i starała się uspokoić oddech. Wszystko dobrze – powtarzała sobie. Przecież doktor McKinley powiedział, że jej stan jest stabilny.
            Mimo to nie umiała się przekonać. Powróciła do stanu w którym była wcześniej – niemal obsesyjnego zamartwiania się. Więc kiedy Niall wrócił po kilku minutach z kubkiem wypełnionym gorącym płynem i po prostu usiadł obok nic nie mówiąc, spojrzała prosto w te czyste, niebieskie oczy i zaczęła opowiadać.

10 komentarzy:

  1. Rozdział świetny. Poranna akcja z Malikiem i Perrie była świetna! Tak samo jak reszta rozdziału. Nwm co mogę tu napisać. Masz niesamowity talent do pisania pomimo błędów, które zdarzają się rzadko. Akcja toczy się w Irlandii dzięki czemu blog się wyróżnia od innych. To jak opisujesz i wgl... Wszystko jest tak jak powinno.
    Fajnie by było jakby Niall i Phee byli razem.
    Teraz jestem ciekawa o co chodzi z jej matką i kim jest jej ojciec. Wydaje mi się, że to ten co zginą na oczach Horana... :(

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie : the--end-of-love.blogspot.com/ liczę na szczery kom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam! Z góry bardzo przepraszam za spam, jednak jeśli już to czytasz, to proszę, doczytaj do końca. Kto wie, może cię zaciekawię. :)

    Wyobraź sobie świat, gzie jesteś kompletnie sam. Nie masz nikogo kto by cię pocieszył, przytulił, albo chociaż się zatroszczył. Ciężko, prawda?
    Amy nigdy nie miała łatwo. Musiała wychowywać się bez rodziców, w sierocińcu. Do czasu jej osiemnastych urodzin. Wtedy nadszedł moment, aby dziewczyna obrała własną ścieżkę i nauczyła się samodzielnie żyć. Starała się zapomnieć o bólu, który przysporzył jej najlepszy przyjaciel Niall Horan, opuszczając ją dwa lata temu. Udało jej się. Pomimo tęsknoty i umysłu zapełnionego bolesnymi wspomnieniami, stanęła na nogi.
    Los jednak chciał, aby ich drogi ponownie się zetknęły. A wszystko przez karmelowe latte.
    Zapraszam! http://negatyw-szczescia.blogspot.com/

    Zaciekawiłam cię? Będzie mi bardzo miło, jeśli zerkniesz na prolog tego opowiadania. Z góry bardzo dziękuję za opinię. xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde... To ci powiem, że ci powiem, ale ci powiem...
    Czuję więź z Niallerem - Larry shipperem xD
    A Zerrie moment był po prostu przegenialny! Co z tego że był tak ni z gruchy ni z pietruchy, nieważne. Ważne, że był :D i ten Zayn z zarostemmmm <3
    I po prostu myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok jak przerwałaś w tak istotnym momencie! Nie będę mogła spać przez ciebie, dlatego pisaj mi to szybciutko :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rodział!
    Po części cieszę się, że Louis wyjeżdża z Harrym. Dzięki temu Niall może zostać sam na sam z Phee. No, zobaczymy, co z tej znajomości wyniknie. Oby coś więcej niż przyjaźń.
    Uwielbiam osobowość tej dziewczyny.
    A ten wątek z Perrie i Zaynem... dziewczyno rozpieszczasz nas.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział ;DD
    No i Zayn z Perrie!! Nie wiem jak to, ale ja uwielbiam tą parę <33
    Niall i Phee mają teraz czas tylko dla siebie xD
    czekam!!
    i zapraszam do siebie:
    london-is-my-city.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Droga Memu Sercu Earl Grey,
    piszę do Ciebie, ponieważ chciałam Ci powiedzieć jak bliska mej duszy jest historia, którą tu opowiadasz. Jest to miłość od pierwszego przeczytania, niestety jestem załamana faktem, iż mój ukochany Larry jest jeszcze w tym momencie "nierozwinięty" i mam ogromną nadzieję, iż nie będę musiała długo czekać na dalszy rozwój wydarzeń.
    Natomiast jeżeli chodzi o całość, jestem bardzo rada z faktu w jakim kierunku to zmierza. Uważam, że najbardziej interesująca w tym rozdziale była rozmowa Zayna i Harrego. Jestem, również ciekawa opowieści Murphey i tego jak rozwinie się jej znajomość z Naillem (po za efektem końcowym).
    Maintenant je te quitte en espérant te lire bientôt
    Nana

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny rozdział i wspaniały nowy wygląd bloga ! Phee i Niall muszą być razem ! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział jest Fantastyczny! <333
    Czekam na NN z wielllką niecierpliwością! ;**
    .Kamila. <333

    OdpowiedzUsuń
  9. Nominowałam cię do nagrody Liebster Award pytania znajdziesz na moim blogu kocham-zabawe.blogspot.com Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń