niedziela, 25 sierpnia 2013

Piętnasty

            Carrie westchnęła i odciągnęła dłoń Phee od jej ust.
            - Nie obgryzaj paznokci. I nie denerwuj się tak, z twoją mamą będzie wszystko w porządku. Twoja babcia na pewno się nią dobrze zajmie.
            Dziewczyna pokiwała głową i spróbowała się rozluźnić. Nie tylko tym się denerwowała – pierwszy raz leciała samolotem i trochę się bała. Ale to zrozumiałe.
            Siedziały z Carrie na swoich miejscach w samolocie i czekały, aż wszyscy wejdą. Po chwili stewardessy zamknęły drzwi samolotu i ustawiły się w kilku miejscach w korytarzu, a jedna z nich ich przywitała i zaczęła objaśniać procedury, podczas czego samolot zaczął kierować się na odpowiedni pas startowy.
            Phee zrobiło się niedobrze, kiedy zaczęła mówić o maskach tlenowych i kamizelkach ratunkowych. Nie musiała specjalnie się wysilać, żeby wyobrazić sobie jak samolot spada i rozbija się, stając w płomieniach. Nie żeby przy okazji przypominała sobie też pewien wypadek, którego była świadkiem.
            - Woohoo, jak na rollercoasterze! – wykrzyknęła Carrie, kiedy samolot startował, podczas gdy Phee trzymała się kurczowo jej ramienia. To chyba nie będzie mój ulubiony środek transportu, pomyślała dziewczyna.
            Kiedy samolot wleciał na odpowiednią wysokość i ustabilizował lot, a pasażerowie mogli się odpiąć, wydała westchnienie ulgi. Teraz jeszcze osiem godzin i będą w Nowym Jorku.
            Carrie wyciągnęła z torebki książkę i pogrążyła się w lekturze, a Phee oparła głowę przy oknie i oddała się rozmyślaniom.
            Przede wszystkim nie wiedziała, czy dobrze zrobiła. Już od jakiegoś czasu traktowała znajomość z Niallem za zakończoną. Nie chciała jej ciągnąć, przede wszystkim przez sławę chłopaka. Przerażało ją to. Oczywiście, sama też chciała zostać słynną tancerką, ale nie byłaby w jednej setnej tak bardzo rozpoznawana jak Niall. Znaliby ją tylko ludzie zainteresowani. A One Direction… Ich każdy zna. Ale jednak…
            Chciała zobaczyć po prostu, jak to będzie, kiedy go spotka. Może stwierdzi że nie, że już go nie chce znać. A może jednak okaże się, że zrobiła dobrze? Nie będzie wiedziała, jeśli nie spróbuje.
            Kierował nią też bardzo prozaiczny powód – normalnie w życiu nie byłoby jej stać na wycieczkę do Nowego Jorku. Oczywiście, jako wycieczki tego nie traktowała, ale przecież to też była szansa zobaczenia kawałka świata. Prawda? Niemniej jednak z tego powodu czuła się nieco winna.
            Nie chciała się dołować rozmyślaniami, ale lot miał trwać tak długo, że prędzej czy później i tak by do tego doszła. Z westchnieniem wyciągnęła iPoda i słuchawki, chcąc się jakoś zrelaksować. Może uda jej się zdrzemnąć.

***

            Po trzech godzinach Carrie zaczęła jęczeć i narzekać, że jej się nudzi. Phee była zaskoczona, że stało się to tak późno. Kiedyś jechali razem z nią, mamą i Nickiem do Killarney – już po dwóch godzinach stała się nie do zniesienia. Niczym Osioł w „Shreku”.
            - Kiedyś latały pasażerskie samoloty ponaddźwiękowe. Czemu teraz tego nie wprowadzą? Byłoby szybciej, wygodniej… A nie. Jak ja mam wytrzymać osiem godzin na siedząco?
            - Możemy pooglądać film – zasugerowała Phee, wskazując na ekran przed sobą.
            - No tak… - westchnęła Carrie. Była jedną z tych niewielu osób, które właściwie nie lubiły filmów; wolała książki. Ale biorąc pod uwagę, że jedyną książkę z bagażu podręcznego właśnie skończyła, nie miała nic więcej do roboty. Jedynym wyjściem było oglądanie filmu.
            Okazało się, że to Gwiezdny Pył. Phee nie gustowała w takich filmach, ale od biedy szło pooglądać. W końcu nie co dzień widzi się Roberta De Niro w różowej spódniczce, prawda?
            Film się zaczął i film się skończył; wciąż jednak pozostało około trzech godzin lotu. Żadnej z nich się to nie uśmiechało.
            Carrie zaczęła co dziesięć minut kursować do łazienki i z powrotem, byleby rozprostować nogi. Phee skorzystała z pomysłu, ale robiła to nieco rzadziej, żeby nie przyciągać zirytowanych spojrzeń ludzi siedzących po drodze.
            Wreszcie, po wielkich męczarniach (dziewczynom udało się przespać ze dwie godzinki) samolot wylądował na lotnisku Johna F. Kennedy’ego i mogły stanąć na twardym gruncie.
            - Nigdy więcej nie latam przez Atlantyk – stwierdziła Carrie, gdy wyczekiwały swoich bagaży.
            - W takim razie zostajesz tu na zawsze, tak? – spytała rozbawiona Phee. – A może wracasz wpław?
            Carrie tylko westchnęła, wywróciwszy oczami.
            - Kupię sobie środki nasenne i prześpię cały lot.
            Murphey się tylko zaśmiała. Zauważyła, że od kiedy wylądowali, humor jej się znacznie polepszył. Może przez to, że wreszcie skończyły się te męczarnie? W każdym razie nie była zmęczona – jeszcze. Obawiała się, że już niedługo doświadczy czegoś zwanego jet lag, ale na razie się tym nie martwiła.
            Terminal był zatłoczony, ale w tymże tłoku dostrzegły masywną postać w jeansach i granatowej koszulce polo z jakimś logo, trzymającą znak z napisem Ms. St. James.
            - A mnie nie wypisali! No co za – żachnęła się Carrie, a Phee pokręciła tylko głową i podeszła do mężczyzny.
            - Murphey St. James – przedstawiła się.
            - Andrew Powell. – Mężczyzna uścisnął jej dłoń. – Ochroniarz One Direction. Proszę za mną.
            Phee i Carrie pociągnęły swoje walizki, idąc u jego boku. Musieli przejść na drugi koniec terminala, a potem przez połowę jednego z wielkich parkingów. W końcu wsiedli do czarnego Audi Q5, wyjechali z terenu JFK, i… utknęli w korkach.
            - Ten chłopak… Dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej i nie zarezerwował innego lotu… - zaczął do siebie mamrotać Powell.
            - A jaki mamy plan jak na razie? – zapytała Carrie.
            - Mieliśmy się spotkać w hotelu z chłopakami, a potem z resztą rodzin i dziewczyn udać się na Madison… Ale z tymi korkami nie wiem jak będzie. Może nie zdążymy się spotkać z chłopakami.
            Phee tylko pokiwała głową i spojrzała w okno. Cóż, przynajmniej mogły pooglądać Nowy Jork… Tak jakby.
            Morze żółtych taksówek przesuwało się powoli przed, za nimi oraz obok; po jakiejś pół godzinie rozluźniło się to jednak i bez przeszkód mogli pojechać do hotelu.
            Tak jak przewidział Powell, minęli się z chłopakami, którzy musieli wcześniej dotrzeć na arenę. Dziewczynom zostały przydzielone specjalne identyfikatory, dzięki którym będą mogły dotrzeć za kulisy, oraz pokój. Ledwo co się w nim rozgościły, usłyszały pukanie do drzwi.
            - A to kto? – zdziwiła się Phee.
            - Ty otwierasz! – zawołała w tym samym momencie Carrie. Dziewczyna westchnęła, ale zrobiła to.
            - Cześć – powiedziała piękność stojąca za progiem. Na głowie miała tysiące sprężynek utworzonych przez cienkie pasemka włosów, a sylwetki mógł jej pozazdrościć każdy. Za jej ramieniem widoczna była twarz drugiej dziewczyny, a miłej twarzy i… fioletowych włosach? W lekkim mroku korytarza Phee nie była tego pewna. – Jestem Danielle, a to Perrie – przedstawiła siebie i koleżankę dziewczyna.  – Jesteś Murphey, prawda?
            Ruda skinęła głową.
            - Phee wystarczy – powiedziała jedynie. Nadal nie wiedziała, po co te dziewczyny do niej przyszły. Coś jej się kojarzyło, że są związane z którymiś chłopakami z 1D, ale nie mogła sobie przypomnieć z którymi.
            -Jeśli to w porządku, chciałyśmy po prostu z tobą pogadać. Może być? – zapytała Danielle. Phee skinęła głową i wycofała się, by przepuścić dziewczyny do pokoju. Tam poznały się z Carrie, po czym usiadły na jednym z podwójnych łóżek.
            Phee obawiała się, że zapadnie niezręczna cisza – sama nie wiedziała, co by mogła powiedzieć – ale obie dziewczyny były otwarte i wygadane.
            - Więc to ciebie Niall poznał na wakacjach – powiedziała Perrie po omówieniu przez nie szaleństwa, jakie obecnie ma miejsce pod hotelem i areną koncertową oraz przerażających korków w drodze z lotniska.
            - Mhm – przytaknęła Phee zastanawiając się, gdzie zajdzie ta rozmowa.
            - Będziesz musiała uważać na Zayna. – Perrie uśmiechnęła się chytrze, wypowiadając te słowa, ale w jej oczach widać było powagę. – Wyklinał na potęgę „tę dziewczynę co przez nią Niall był smutny”. Och, nie bierz tego do siebie – dodała, widząc jej minę. – Zayn jest bardzo opiekuńczy w stosunku do Nialla.
            - Niall był smutny? – spytała, marszcząc brwi. Perrie pokiwała głową.
            - Taki się wydawał osowiały – wyjaśniła. – Nikomu nie chciał powiedzieć, przez co. Dopiero Zaynowi się zwierzył, że to dlatego, że przestałaś do niego pisać i tak dalej. Bał się, że zapomniałaś, albo że nie potraktowałaś go poważnie.
            Phee wolno skinęła głową, zaciskając wargi. Mogła przypuszczać, że Niall to bardzo wrażliwy chłopak, ale zupełnie o tym nie pomyślała, kiedy zerwała z nim kontakt. Może jej pobudki nie były aż tak łatwe do odczytania przez Horana.
            - A jak z tym było? – zapytała tym razem Danielle. Dziewczyna westchnęła.
            - Bałam się. Tego ciągłego zainteresowania mediów, paparazzich, fanów… No i rozłąki.
            Obie dziewczyny pokiwały głowami.
            - Da się przywyknąć – powiedziała Dani, łapiąc ją za rękę. Ten gest zaskoczył Phee, ale był tak miły i sympatyczny, że nie śmiała wyrwać dłoni z uścisku. – To może być trudne, ale warto.
            Dziewczyna pokiwała głową, chociaż na razie tak nie uważała. Nie wiedziała, czy mogłaby się przyzwyczaić do śledzących ich fanek i tak dalej. Ale w sumie… może po dłuższym czasie by jej to przestało przeszkadzać? Tylko jak długi byłby ten czas? Musiałby być dość krótki, by nie rzuciła Nialla jeszcze zanim się przyzwyczai. No i pozostaje sprawa długoterminowych rozstań, kiedy zespół lata po całym świecie, od obu Ameryk po Azję. Ale dlaczego nagle zaczyna brać związek z Niallem pod uwagę? No dobra, poleciała do niego do tego cholernego Nowego Jorku, to chyba znaczyło, że może go brać pod uwagę. W takim razie dlaczego czuje, jakby to było niewłaściwie?
            Jakby to nie było przeznaczone dla niej…
            Tak właśnie się czuła. Jakby chciała zabrać miejsce komuś lepszemu. Przecież taki Niall mógłby mieć każdą; dlaczego wciąż po tak długim czasie zależy mu na niej, niepozornym rudzielcu?
            Może dlatego, że pomogliśmy sobie nawzajem. Oboje byliśmy rozbici; potem, wcale nie celowo, posklejaliśmy kawałki zniszczonej psychiki do kupy.
            Ta myśl trafiła ją tak nagle, że otworzyła szerzej oczy w zdziwieniu, jak odpowiednia jest. I że odpowiada na to jedno i to samo pytanie, które zadawała sobie przez niemal całe osiem godzin lotu – czy warto.
            W międzyczasie Carrie zaczęła komplementować włosy Perrie i pytać, jakiej farby użyła, widząc, jak Phee była zamyślona. Już wcześniej ją taką widziała – po śmierci swojego brata oczywiście. Od tamtej chwili Phee zaczęła więcej rozmyślać, więcej analizować w swojej głowie.
            - Phee – zwróciła się do niej Danielle w pewnym momencie. – Jeśli planujesz dołączyć do naszej radosnej rodzinki, będziesz musiała poznać duuużo osób.
            - Co? – spytała dziewczyna, a Danielle zaśmiała się, widząc przerażenie w jej oczach.
            - Nie chodzi mi o to, że Niall ci się będzie oświadczał – wyjaśniła z uśmiechem. – Po prostu wszyscy tutaj jesteśmy bardzo zżyci. Nie tylko rodziny chłopaków i ich dziewczyny…
            - Albo chłopacy – dodała Perrie, na co Dani wywróciła tylko oczami.
            - …ale i cała ekipa – kontynuowała. – Ochroniarze, styliści, nawet kierowcy tourbusów. Więc jeśli postanowisz do nas dołączyć, będziesz musiała ich wszystkich poznać.
            - W takim razie dobrze, że znam już was – odparła z delikatnym uśmiechem Phee, a obie dziewczyny też odpowiedziały uśmiechami.
            Po pewnym czasie okazało się, że muszą już wyjeżdżać – korki były okropne, a trzeba dostać się na arenę jeszcze chwilę przed koncertem. Phee i Carrie szybko wzięły prysznic i się przebrały, po czym pognały na parking. Oczywiście, rodziny i przyjaciele mogli spokojnie wejść od tyłu i zająć miejsca siedzące w sekcji VIP, więc z tym nie było pośpiechu.
            - Nie wierzę, że jadę na koncert One Direction – westchnęła Carrie, kręcąc głową, kiedy wsiadły do samochodu, którym miały zostać zawiezione pod arenę. – Nikomu się nie mogę przyznać. Szczególnie Michaelowi – mruknęła.
            - Jakiemu Michaelowi? – zapytała Murphey, marszcząc brwi. Carrie od razu spuściła wzrok.
            - Um, nikomu – wymamrotała. Phee wiedziała, że nie musi pytać; w końcu i tak się kiedyś wszystkiego dowie.
            Podczas drogi dziewczyna wydawała się spokojna i nieco znudzona, ale jeśli się jej przyjrzeć, była idealną definicją bycia spiętym. Można ot było przypisać ekscytacji przed koncertem, ale przecież ona nie lubiła muzyki tego boysbandu. Ona po prostu… Bała się. Bała się spotkania z Niallem po koncercie. Nie wiedziała, jak na niego zareaguje. Dla uspokojenia wymyślała w głowie dziesiątki scenariuszy, jak może się potoczyć ich spotkanie za kulisami. Czy Niall po prostu się do niej uśmiechnie i zacznie rozmawiać, jak gdyby nigdy nic? A może rozłoży szeroko ramiona oczekując, że wskoczy mu ona w nie radośnie?
            Samochód wreszcie podjechał pod arenę. Zaraz za nimi podjechał SUV, którym jechali Danielle i Perrie ze swoim bratem. Z innych samochodów wysiadali inni ludzie; Phee nie miała pojęcia kim oni są, ale miała przeczucie, że nie ważne, jak potoczy się jej spotkanie z Niallem, będzie musiała się dowiedzieć.
            Na całe szczęście okazało się, że dwie Irlandki miały miejsca między Dani a Perrie i Jonniem, więc czekając na koncert mogły jeszcze trochę porozmawiać. A raczej Carrie rozmawiała; Phee była zbyt zdenerwowana.
            Dziewczyna rozluźniła się dopiero, kiedy światła zgasły, a na scenę wyszedł Ed Sheeran, który tego wieczora był supportem. Uwielbiała go, więc niesamowicie się z tego cieszyła. Nawet Carrie się on spodobał. Bo spójrzmy prawdzie w oczy – kto nie lubi Eda Sheerana?
            Po świetnym, choć krótkim występie Eda, światła znów zgasły. Przez długi czas nic się znów nie działo i słychać było, że publika się niecierpliwi.
            Nagle dało się słyszeć pierwsze takty jakiejś piosenki i tłum zaczął piszczeć i wrzeszczeć tak, że Phee musiała zatkać sobie uszy.
            - Na koncercie Iron Maiden to brzmiało inaczej! – krzyknęła jej do ucha Carrie. Ona tylko się uśmiechnęła i pokiwała głową. Już nie mogła się poruszyć, stres ją sparaliżował. Czekała.
            Na scenę wskoczyła piątka chłopaków i jeden z nich zaczął śpiewać.

            Zaczął się show.

14 komentarzy:

  1. W końcu nowy rozdział! Ile ja się musiałam naczekać, ale rozumiem. Czasem tez nie mogą ani słowa napisać przez kilka dni. Wena to kapryśna koleżanka ;/
    Skaczę z radości, że Phee jednak pojechała do NY, poznała dziewczyny i (może?) w następnym rozdziale spotka się z Niallem. Jestem ciekawa jak opiszesz ich spotkanie. Skończy się romantycznym wypadem? Sprzeczką?
    No mniejsza.
    Pozdrawiam
    Risa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm... Odnoszę takie wrażenie, że Phee w głębi wie czego tak naprawdę chce, ale jeszcze nie potrafi się do tego otwarcie przed samą sobą przyznać. Trochę to skomplikowałam xD Myślę, że ten strach przed byciem z Niallem jest dużo słabszy niż chęć bycia z Niallem. Mam nadzieję, że szybko sobie to oboje wyjaśnią. Może dla nich NYC będzie miastem cudów? :P
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto bylo czekać !! Życzę weny;**

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział :D czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie, wena to bardzo kapryśna koleżanka :) Jednak na taki rozdział warto było czekać :)
    WENY i miłej resztki wakacji. Trzeba to jakoś wykorzystać! :) x

    OdpowiedzUsuń
  6. Agrhh, za dużo mi zaspoilerowałaś do IC! Ale rozdział jest świetny :D Uwielbiam charakterek Carrie, a Dani i Pezz są tutaj jakieś takie... tylko się z nimi zaprzyjaźniać ;) Jedna, jedyna rzecz mi się tutaj nie podobała. Gdzie moi chłopcy? I przedłużyłaś to! Teraz wystarczy czekać na... następny rozdział. To dopiero będzie coś! I liczę na Larry'ego ;) x

    OdpowiedzUsuń
  7. W takim momencie skończyłaś :CC Oh, byłam ciekawa ich rozmowy, no ale trudno rozdział ŚWIETNY.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak można zakończyć w takim momencie?!?! chcesz nas zamęczyć czy jak hahahahh nie mogę się doczekać spotkania z Niallem, mam nadzieję że kolejnego rozdziału tak nie zakończysz, chodź ja to bym mogła czytać i czytać i żeby to końca nie miało ;)
    Dżela ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej. Super rozdział.
    Uważam, że Phee dobrze zrobiła wybierając się na ten koncert. Może sobie wmawiać różne rzeczy, ale i tak jej serce powie prawdę. Ona po prostu żywi do Niall jakieś uczucie, może nie chce się do tego przyznać, oszukuje samą siebie, ale serce nigdy nie kłamie, jego nie da się oczukać.
    Danielle i Perrie są w porządku w stosunku do dziewczyn. Po prostu miłe. Kto wie, może się zaprzyjaźnią.
    A Dan, to w ogóle wydaje się być świetną dziewczyną i taką ciepłą.
    Czy Phee nie rozumie, że ten Niall, po prostu zakochał się w niej. W jak to ona mówiła - rudzielcu.
    Ciekawe co to za Michael, o którym wspomniała Carrie. Czyżby jej chłopak, ale dlaczego nie chcę nic więcej o nim powiedzieć. Dziwne. A może po prostu nie chce zapeszyć.
    Zgadzam się, Eda nie da się nie lubić. Jest świetnym wokalistą, a jego piosenki są wspaniałe.
    Musiałaś zakończyć w takim momencie? ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Życzę weny.
    Ściskam, Maarit :*

    PS. Nominowałam Cię do The Versatile Blogger. Zasłużyłaś na to :)
    Więcej informacji u mnie, na love-of-accident.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny rozdział *.* zapraszam do komentowania mojego bloga
    http://fiby-kate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem pod wieeeeeelik wrażeniem.
    Czytałam każdy rozdział po kolei z wielką uwagą. Bardzo spodobał mi się Twój blog, więc mówie że jestem zaszczycona tym ze jestem czytelniczką tego wspaniełego blogu , i nie mówie to po to aby cos napisać tylko jest to szczery komentarz w 100 %.
    Nie zastanawiałaś się moze nad wydaniem ksiązki?. Masz do tego koleżanko talent.
    Koleżanko ? A może znajomo?. Myśle że tak i tak jest dobrze.
    Ale wracając do TEGO CUDOWNEGO opowiadania , to czekam na KOLEJNY rozdział, który będzie tak SAMO DOBRE JAK TEN I POPRZEDNIE :).
    Ale się rozpisałam , a Ty to będziesz musiała czytać. Przepraszam ale musiałam to wszystko napisać.
    Czekam z niecierpliwością na następny.
    P.S Naprawdę się rozpisałam , dobra kończe ten komentarz bo jeszcze bardziej się zanudzisz.
    P.S 2 Całuje i pozdrawiam ;)
    OFICJALNY KONIEC KOMENTARZA ; D

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaaaaaaa <3 zakochalam sie w tym opowiadaniu!!! Jest swietne! Tak juz bym chciała, zeby ona była z Niallem... I podziwiam Cie za to, ze oni jeszcze sie nie całowali... Zawsze chciałam miec taką silną wolę, zeby trzymać moich czytelników tak długo bez pocałunku, ale jakoś nigdy mi to nie wychodzi. Plus za Nialla i Irlandię <3 do tego ciekawie ujelas problem/sprawę tych ich bromancow! Czytała opowiadania o larrym ale nigdy sie nie spotkałam z tym, zeby bohaterowie mówili ze to tylko głupie wymyśli a tu nagle okazuje sie, ze to jednak nie do konca fantazja directioners i tu wlasnie kolejny plus. Ogółem same plusy :) jestem za phee i Niallem oraz Lou i hazzą :))) pozdrawiam i błagam dodaj cos nowego!!!
    P.s. Zapraszam na mojego bloga www.pastinthefuturewithonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Super i czekam- Olccia

    OdpowiedzUsuń