środa, 6 lutego 2013

Dziewiąty


            - Jak już mówiłam, nie znam mojego ojca – rozpoczęła Phee. Niall kiwnął głową, i słuchał dalej; domyślał się, że to dłuższa historia, więc należy ją odpowiednio zacząć.  - Mama wychowywała mnie sama, pomagała jej z początku w tym babcia, ale potem przeprowadziłyśmy się do Dublina. Jakieś cztery lata temu mama zaczęła się spotykać z Nickiem. Był to pierwszy facet, z którym się spotykała od bardzo dawna, bo był pierwszym, który zaakceptował że ma dziecko. Szczerze mówiąc, uwielbiałam go. – Dziewczyna się uśmiechnęła, ale jej oczy się zaszkliły. Blondyn przechylił nieco głowę, jakby prosząc o szczegóły. – Z początku zachowywał się jak kumpel, ale potem zaczęłam go traktować jak ojca… Wprowadził się do nas. Zaręczył z mamą. – Phee posmutniała. – Jakieś trzy miesiące temu wybraliśmy się do kina. – Dziewczyna zrobiła pauzę i zaczerpnęła powietrza. – Pojechaliśmy do kina – powtórzyła. – Nick zapomniał z auta portfela. Czekałyśmy na niego. A kiedy wracał i przechodził przez ulicę, on… - głos uwiązł jej w gardle.
            - Został potrącony przez jakiegoś debila w dostawczaku, który potem uciekł. – Chłopak spojrzał na nią smutnym, zmęczonym wzrokiem.
            - Skąd… - zaczęła, ale zamilkła. Co? Miała w głowie niezły mętlik.
            Niall westchnął. – Też tam byłem. Też to widziałem. Paskudny zbieg okoliczności, prawda?
            - Ale… - zająknęła się dziewczyna. – Jak to możliwe? Może mówimy o dwóch różnych sprawach?
            Blondyn wstał i włożył ręce do kieszeni.
            - Nie przypuszczam. To był kwiecień, tak? Dublin. Przy kinie Light House Cinema. Około południa. Mam rację?
            Zszokowana Phee przytaknęła. – Ale… - dalej nie rozumiała.
            - Nieważne, kontynuuj. – Chłopak machnął ręką.
            - Ale jak mogę kontynuować? Cholera, okazuje się że byłeś przy tym, jak zginął mój prawie-ojczym! Nie mogę tak sobie kontynuować, jakby nigdy nic! – wykrzyknęła, ponownie zaczynając się trząść. Uważała to za swoją największą wadę – gdy tylko była bardziej rozemocjonowana, cała drżała.
            - A co ja mam ci na ten temat powiedzieć? – niemalże warknął. – Że przez pierwszy tydzień nie umiałem spać, a od tego czasu co jakiś czas mam okropne koszmary? Że odłożyłem termin egzaminu na prawo jazdy, bo się boję? Że, cholera, przez miesiąc bałem się przejść przez ulicę?!
            Dziewczyna z lekkim przerażeniem patrzyła na niego, na to jak łzy pojawiają się w jego oczach. Nigdy nie myślała o innych ludziach, który widzieli wypadek. Dla niej to był wielki cios, ponieważ Nick był osobą bardzo jej bliską. Ale, jakby nie było, osoby postronne też musiały przeżyć pewną traumę.
            - A to wszystko że jestem tak cholernie wrażliwy – ledwo słyszalnie mruknął, wbijając wzrok w podłogę.
            - Przepraszam - odezwała się cicho. Niall nadal na nią nie patrzył, a mimo to zaczęła kontynuować opowieść. – Załamałam się, ale moja mama jakoś to wytrzymała. Przez pierwsze dwa tygodnie, póki nie doszłam do siebie. Dopiero potem… Potem zauważyłam, że też cierpi. I to przecież bardziej niż ja. W końcu to cierpienie przerodziło się w głęboką depresję. Musiałyśmy się zgłosić do szpitala, na oddział psychiatryczny…
            - A psycholog? – spytał nagle Niall, podnosząc na nią wzrok. – Nie mógł on tego załatwić?
            - Nie wszyscy mogą szastać kasą jak ty, gwiazdorze. – Chłopak skrzywił się. – Poza tym mama potrzebuje całodobowej opieki, profesjonalnej opieki. A ta dzisiejsza sytuacja… Codziennie dzwoniła do mnie punkt siódma, bo o tej godzinie był udostępniany jej telefon. Dziś tego nie zrobiła. Okazało się, że odkąd wyjechałam, przestała przyjmować leki i głodziła się… Doktor McKinley powiedział, że to przez to, że boi się… Boi się stracić mnie jak Nicka.
            Phee spuściła głowę przy ostatnim zdaniu, a włosy zasłoniły jej twarz. Poczuła ugięcie się materaca, kiedy Niall usiadł obok, a potem jego palce które delikatnie odgarnęły jej włosy za ucho, tak by mógł zobaczyć jej twarz. Ta jednak nadal patrzyła na kubek, od którego kurczowego trzymania parzyły ją ręce. Chłopak pochylił się i wsparł łokciami na kolanach, a brodę oparł na splecionych palcach.
            - Paskudny zbieg okoliczności – powtórzył powoli w zamyśleniu. Phee pokręciła głową.
            - Dalej nie wierzę.
            Przez dłuższą chwilę siedzieli po prostu obok siebie na łóżku Horana, aż do momentu, kiedy Phee podskoczyła jak oparzona kiedy telefon w jej kieszeni zaczął wibrować i grać głośną melodię oznaczającą, że dzwoni do niej babcia. Po krótkiej rozmowie dziewczyna oznajmiła mu, że musi iść.
            - Odprowadzić cię do domu?
            Phee pokręciła przecząco głową, Niall poszedł z nią więc tylko na dół, by odprowadzić ją do drzwi. Kiedy przyszedł czas, by się pożegnać, dziewczyna jedynie skinęła mu głową i odeszła.
            Żadne z nich nie wiedziało jak to nazwać, ale ta rozmowa zburzyła ciągle rosnący między nimi mur, przez który wcześniej tak trudno było im się przedostać.

***

            Mimo wczesnej godziny – a była szósta rano – przez lotnisko w Doncaster przechodziła masa ludzi. Niektórzy spieszyli na samolot, inni w spokoju wracali do domów. Inni czekali. Między nimi był Harry Styles, który wypatrywał w tłumie znajomej sylwetki. Odkąd przyjechał na lotnisko, to było jego jedynym zajęciem, a z każdą minutą denerwował się coraz bardziej.
            - Zgadnij kto to! – usłyszał, kiedy jego oczy zostały zasłonięte przez czyjeś dłonie. Chłopak odciągnął je i odwrócił się, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
            - Loueh! – wykrzyknął przytulając go mocno. Niby tylko kilka dni rozłąki, ale każda sekunda bez najlepszego przyjaciela bolała.
            - Cholera, zaraz mnie uszkodzisz! – zawołał ze śmiechem w głosie Lou. – Też mi cię brakowało, głupku – dodał po chwili.
            - Lepiej się już czujesz? – spytał Harry z zatroskaną miną, kiedy wypuścił Louisa ze swoich ramion, czując przy tym nieopisaną pustkę. Co tam Hiszpania, wolałby po prostu trzymać go w objęciach.
            - Tak, o wiele lepiej – odparł. – Ten kryzys był tylko chwilowy. Teraz staram się zachowywać racjonalniej.
            Styles parsknął śmiechem. – Ty? Racjonalny? – Zlustrował go wzrokiem. – To słowo mi do ciebie nie pasuje.
            - Ej! – Szatyn się naburmuszył. – Po prostu dostałem bardzo dobrą radę.
            - Od kogo? – zdziwił się Harry. - Bo chyba nie od Nialla.
            Na samą wizję blond Irlandczyka dającego mu porady miłosne Louis musiał się uśmiechnąć.
            - To by było ciekawe, ale nie. Prawdę mówiąc, była to pewna… Przyjaciółka, tak ją chyba mogę nazwać.
            - Aha… - Styles pokiwał głową powoli, choć nie miał pojęcia, o kim mówił Tommo. Z tego co wiedział, nie miał wiele przyjaciółek. Cóż… Nawet najbliższe nam osoby mają przed nami tajemnice, a to był najlepszy tego przykład.
            Tomlinson najwidoczniej nie chciał rozwijać tego tematu, więc tylko położył rękę na ramieniu przyjaciela.
            - Już wszystko dobrze, Hazza – zapewnił go Louis. – Nie myślmy o tym teraz.
            Harry potaknął, po czym się uśmiechnął.
– W takim razie… Hiszpanio, nadchodzimy! – zawołał, biorąc Lou za nadgarstek i ciągnąc go radośnie za sobą.

***

            O godzinie ósmej rano, kiedy już dawno powinna być w pracy, Murphey St. James siedziała w pokoju z kubkiem gorącej czekolady, gapiąc się w okno, po którym spływały kropelki deszczu. Wczorajsza świetna pogoda zniknęła bez śladu zastąpiona przez niemal jesienną szarugę.
            Łóżko zatrzeszczało, kiedy dziewczyna wstała i podeszła do biurka, na którym leżała teczka – z dokumentami, z wycinkami z gazet… Z całym życiem Phee od kwietnia do dnia dzisiejszego.
            SPRAWA ZAMKNIĘTA MIMO NIEZNANEGO SPRAWCY – głosił nagłówek wycinka leżącego na samej górze, a pod spodem był jeszcze lead: Dublińska policja zdecydowała zamknąć sprawę śmiertelnego potrącenia Nicholasa M. mimo że nie znalazła kierowcy furgonetki, który odjechał po wypadku po czym porzucił wóz, uprzednio niszcząc tablice rejestracyjne.
            Phee przebiegła wzrokiem po niewielkiej karteczce, po czym wyciągnęła kolejne, coraz to wcześniejsze. Nie było ich dużo, głównie z jednej gazety, która zajmowała się takimi rzeczami. Teraz jednak, kiedy je przeglądała, myślała o wypadku w innych kategoriach.
            Nagle w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi, ale dziewczyna pozostała nieporuszona, pobieżnie czytając artykuły i małymi łykami pijąc czekoladę. Kiedy ktoś zapukał do drzwi – cicho i nieśmiało – powoli złożyła kartki wkładając je równo do teczki. Miała nadzieję, że w pewnym momencie babcia, bo tak się domyślała że to ona, sobie pójdzie i zostawi ją w spokoju. Chciała zostać z własnymi myślami… Choć nawet myśleć jej się nie chciało. Niemal całą noc jej mózg pracował na najwyższych obrotach i teraz była wykończona psychicznie… Fizycznie też, bo spała nieco ponad trzy godziny.
            Trzymając w rękach ostatni wycinek odwróciła szybko głowę ku powoli otwierającym się drzwiom. Zaskoczona ujrzała w nich Nialla – w przemoczonej bluzie, z kapturem byle jak odrzuconym na plecy. Tak właściwie to z całego niego ciekła woda, kapiąc na zielony dywan w pokoju dziewczyny.
            - Czy… Mógłbym? – spytał niepewnie. – Twoja babcia mnie wpuściła, no i…
            - Jasne – odparła cicho i wskazała mu gestem, że ma wejść dalej. – Chcesz może ręcznik albo coś? – jej głos stał się bardziej pewny.
            - Chętnie – przytaknął i poczekał chwilę, aż ruda przyniesie mu go. Ściągnął bluzę i zaczął wycierać wilgotne ramiona.
            - Mam twoją koszulkę – powiedziała Phee. – Tą, którą mi wtedy pożyczyłeś. Możesz się przebrać, żebyś nie zachorował.
            Niall uśmiechnął się z wdzięcznością i przyjął koszulkę, po czym nie trudząc się chodzeniem do łazienki szybko się przebrał, po czym oddał dziewczynie ręcznik. Ta wzięła go i jego ubrania, po czym rozwiesiła na emanującym ciepłem kaloryferze.
            - Więc… - zaczęła, opierając się tyłem o biurko, a w tym samym czasie Niall przyciągnął do siebie stojące nieopodal krzesło i usiadł naprzeciw Phee.
            - Dowiedziałem się, że dziś wzięłaś wolne w pracy, no i… - wzruszył ramionami. – Nie wiem, czemu przyszedłem – powiedział po chwili zastanowienia. – To po prostu… - zająknął się, nie wiedząc jakich słów użyć.
            - Wiem. - Chłopak spojrzał na nią z wdzięcznością. – Ta rozmowa… To, czego się wczoraj dowiedziałam – o mamie, o tobie… - Murphey westchnęła. – Wszystko znów wróciło.
            Niall pokiwał głową. Przez chwilę milczeli, a ku zaskoczeniu obojga ta cisza już nie była niezręczna, jak wcześniej. Żadne z nich nie szukało w głowie żadnego tematu, który by można podjąć. Po prostu milczeli.
            W pewnym momencie, jakby czytając mu w myślach, dziewczyna spytała:
            - Znasz szczegóły?
            Pokręcił głową przecząco. – Aż wstyd przyznać, że uciekłem stamtąd jak tylko usłyszałem karetkę, bo wcześniej nie mogłem się ruszyć z miejsca.
            - Też chciałam wtedy uciec – powiedziała z lekkim uśmiechem malującym się w kącikach warg, jakby ich jednakowa reakcja ją bawiła. Po chwili jednak odwróciła się i wzięła do rąk teczkę, po czym podała ją Niallowi.
            Cisza znów zapadła, kiedy chłopak, pochylony nad rozłożoną na kolanach teczką zaczął czytać wycinki. Nie zdradzał żadnych oznak zdenerwowania czy czegoś w tym stylu; jedynie w jego oczach czaił się smutek – bardzo głęboki smutek. Kiedy skończył, oddał rzeczy Phee.
            - Przykro mi – powiedział jedynie.  Dziewczyna spróbowała się uśmiechnąć, ale jej się nie udało. W głowie nadal miała to wspomnienie: czekały z mamą na Nicka pod budynkiem kina, aż w końcu go zobaczyły; pomachał do nich w tłumie, rozejrzał się na boki, wszedł na ulicę… Potem usłyszała krzyk i dopiero po chwili zorientowała się, że to ona krzyczy. Więc krzyczała dalej.
            Phee poczuła, jak łzy zbierają się w jej oczach. Nie teraz! – krzyknęła do siebie w myślach, mrugając szybko, by je odpędzić. Cholera, nie przy Niallu!
            Mimo to już po chwili z jej oczu na policzki spłynęły słone krople, które starała się wytrzeć wierzchem dłoni.
            Niall otworzył szerzej oczy, kiedy zobaczył, że dziewczyna zaczyna płakać. No tak – wspomnienia, które ożyły w nim, w niej musiały być milion razy bardziej zabarwione emocjami. Zrobił więc to, co powinna zrobić jakakolwiek osoba na jego miejscu – po prostu wstał i ją przytulił.
            Na początku zesztywniała – nie była typem osoby, który uwielbia się tulić, czy w jakikolwiek bardziej zażyły sposób okazywać czułość; chociaż można sprecyzować, że stała się taka od wypadku, kiedy każdy na siłę ją chciał pocieszać. Ale teraz, czując obejmujące ją silne ramiona chłopaka, ciepło jego ciała i delikatny zapach perfum nie tylko się rozluźniła; zakończyła też nic niedające próby zaprzestania płaczu – po prostu pozwoliła łzom płynąć. W końcu sama wyciągnęła ręce, odwzajemniając uścisk, jednak nie to ją najbardziej zaskoczyło.
            Nie przypuszczała, że w ramionach Nialla poczuje się tak… bezpiecznie.

19 komentarzy:

  1. ten rozdział był ślicznyyy.
    i ta końcówka <333
    jeden z najlepszych rozdziałów!!
    czekam na następny.

    zapraszam do siebie:
    london-is-my-city.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Noo...
    Coraz ciekawiej się robi ^^
    Nie spodziewałam się, że Naill też tam był.
    Prawdę mówiąc jedyne co mi się nie podoba to, to że tak mało było Larry`ego -.-
    No ale mam nadzieję, że Kochana Autorko w następnej notce napiszesz (specially for me) coś więcej o nim... ;]
    Renemberaj o tym . ! :]

    Twoja wierna czytelniczka
    Nana

    OdpowiedzUsuń
  3. no świetny wzruszający :) czekam na następny :P

    OdpowiedzUsuń
  4. O jejku ! .. Swietny ..No i co tu dużo mówić? czekam na następny ... - Hannah♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Już przy poprzednich rozdziałach zorientowałam się, że Niall przy tym był, ale ten rozdział jest tak przepełniony emocjami obojga bohaterów, że gdyby w międzyczasie nie było fragmentu z Larry'm ryczałabym. Jak nic. Dziękuję Ci za to, że dzielisz się z nami swoją twórczością i powodujesz tym uśmiech na mojej twarzy. Ojej to chyba najdłuższy komentarz jaki kiedykolwiek napisałam. Pozostaje mi tylko życzyć Ci dużo weny.

    OdpowiedzUsuń
  6. chciałam cię powiadomić, że nominowałam cię do The Versatile Blogger
    więcej informacji znajdziesz na moim blogu:
    london-is-my-city.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. [SPAM]
    Chcesz:
    a) poznać moje zdanie o książkach, w których się zakochałaś, lub o tych, których nie cierpisz,
    b) skrytykować moje zdanie o tych lekturach,
    albo c) skrytykować mnie lub dołączyć do mnie?
    Jeżeli spełniasz jeden z tych warunków, to znaczy, że pewnie z chęcią zajrzysz na mojego bloga z recenzjami książek.
    Serdecznie zapraszam na:
    http://maly-swiat-mola-ksiazkowego.blogspot.com

    Przepraszam za spam,
    LittleEd Sheeran

    OdpowiedzUsuń
  8. Boskie :) kocham to opowiadanie <3
    Taki wzruszający rozdział, naprawdę cudowny :)
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam twojego bloga, ale żadnego rozdziału nie skomentowałam. No cóż... A potem zawiesiłaś go, bo chciałaś brać udział w NaNoWriMo (dobrze napisałam?). A ostatnio wpadłam tutaj i ujrzałam nowy szablon i rozdziały. Pochłonęłam je w godzinę i jestem zachwycona! To naprawdę jest dobry blog. Jeśli zrobiłabyś zwistun byłoby fajnie. Znam, tylko jedną aktorkę, a mianowicie Karen Gillan. Nie wiem, czy się nadaję, ale możesz ją sprawdzić.
    Trzymaj się! :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również myślałam nad Karen, którą osobiście uwielbiam, ale chyba mi nie pasuje do konwencji... W każdym razie dzięki :)

      Usuń
  10. Rozdział jak zawsze super i nominuję twojego bloga do The Versatile Blogger

    OdpowiedzUsuń
  11. .KamCiaaa ! ;***9 lutego 2013 12:40

    Odcinek Boski!! <33
    Nialler jest przesłodki! :D
    Czekam na NN z niecierpliwością! ;**
    .Kamila. <333

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze piszesz fajne rozdziały kocham to nie moge doczekać sie na następne rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  13. Dopiero zaczęłam czytać twojego bloga ale bardzo mi się spodobał więc będę wpadać częściej :) Zapraszam do siebie http://sweetnothingbutlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. twój blog jest naprawdę ciekawy!!!
    megastycznie zniecierpliwiona na next rozdział przesyła buziaki blogerce o niezwykłej umiejętności pisania wciągających opowiadań :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger Awards :)
    Więcej informacji znajdziesz na dear-friend-xx.blogspot.com w poświęconej temu zakładce :)
    Spencer White

    OdpowiedzUsuń
  16. Dopiero co znalazłam twojego bloga i muszę przyznać, że masz świetny styl. Historia też jest bardzo ciekawa :) zastanów się proszę nad rozwinięciem wątków z resztą zespołu. Moje ulubione rudowłose gwiazdy- Hayley Williams, Deborah Ann Woll i oczywiście Emma Stone :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Cholera! Właśnie zauważyłam, że nie napisałam ci żadnego sensownego komentarza. Proszę o wybaczenie...
    A rozdział... Może i ckliwy, ale to jest wielki atut. Rozmowa między Phee a Niallem była taka, no nie wiem, naturalna? Wytworzyła się między nimi kolejna niewidzialna nić niepowtarzalnego porozumienia. Cudownie!
    Powtórzę jeszcze prośbę moich poprzedniczek o więcej Larry'ego :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń